
Na skraju OBŁOKÓW…
Wędrowiec z obłoków, gdzieś na złotej plaży
pośród piasków przysiadł, by sennie pomarzyć…
Nie zerka za siebie, nie patrzy w swe ślady,
i myśli, że jeszcze tak wiele się zdarzy…
Zamyka w swych dłoniach myśli z dawnych dat,
że w tym suchym piasku znajdzie własny świat.
Lecz fala porywa nieba z złotej plaży,
i znika w horyzont, gdzie płoną ołtarze
w świecach przygaszonych, w pędzie karuzeli…
Ptak zerwie do lotu, jeszcze się ośmieli,
jeszcze się uśmiechnie do słońca w zachodzie,
co płonie nadzieją w swej jutrzni pogodnej,
a w niciach pajęczyn, w kroplach uwięzionych
rozbłyśnie znów w Tęczy, w górnym nieboskłonie.
I zginie w przestworzach i zniknie w lazurach,
gdzie słońce promiennie, w lśniących jego piórach
odbija marzenia z serca uwolnione…
Wciąż pragnie Cię kochać, chociażby z daleka
spoglądać w niebieskie, przysłonięte okna,
co w oczach królewskich nieśmiałe ramiona,
otwiera, by przywitać ptaka, co z przestrzeni świata
przystanął na skrzydłach i głośno zapłakał…
------------------------------------
21 października. G. 10, 54